Doświadczenia Justyny (32 lata)

Data: .

Wolontariuszka Agnieszka

Mam na imię Justyna. W ramach wolontariatu udzielam się w hospicjum stosunkowo niedługo, bo od marca zeszłego roku, ale już zdążyłam bardzo zżyć się z tym miejscem. Poznałam tu wielu niesamowitych i serdecznych ludzi – zarówno pacjentów, członków ich rodzin, jak również wolontariuszy i pracowników hospicjum.

Do moich obowiązków należą zwyczajne czynności… słucham, rozmawiam, czytam, pomagam przy karmieniu, wychodzę z pacjentami na spacery lub pomagam przemieścić się do hospicyjnej kaplicy, gdzie wspólnie uczestniczymy we Mszy Świętej. Często też angażuję się w tzw. „pomoc akcyjną”, tj. promocja idei opieki hospicyjno-paliatywnej, udział w kwestach i zbiórkach publicznych.

Zazwyczaj pojawiam się w hospicjum w czwartkowe przedpołudnia. Tego dnia „obowiązkowa” kawa w świetlicy albo w ogrodzie, kiedy pogoda na to pozwala. Z pomocą pań rehabilitantek wyjeżdżamy z pacjentami przed budynek – kto może na wózkach, niektórzy pacjenci na łóżkach, żeby w cieniu drzew zaczerpnąć świeżego powietrza. Wiem, że chwile tam spędzone przynoszą chorym dużo radości. Bardzo mnie cieszą momenty, kiedy w Ich oczach widać szczerą radość. Jestem niesamowicie dumna z tego, że chociaż w najmniejszym stopniu mogę się do tego przyczynić.

Pomoc w hospicjum daje mi mnóstwo satysfakcji. Czuję się tam potrzebna, co bardzo mnie motywuje do działania. Kontakt z podopiecznymi hospicjum uczy mnie jeszcze większej pokory, cierpliwości, spojrzenia na swoje życie i problemy z dystansem, którego czasami w zabieganym życiu brakuje. Podziwiam pacjentów, którzy mimo swojej choroby są pogodni, potrafią być wdzięczni za każdy dany Im dzień. Trudno byłoby mi wymienić imiona wszystkich, nie chciałabym też nikogo pominąć, ale co najważniejsze – jestem ogromnie wdzięczna, że miałam zaszczyt poznać tak wiele naprawdę wyjątkowych osób. Spora część z nich już odeszła. Śmierć osoby, z którą zbudowało się bliższą relację, jest zawsze w jakimś stopniu dla mnie bolesna. Czuję też totalną bezsilność patrząc na smutek i ból rodziny po stracie najbliższej osoby. To są te trudniejsze dla mnie momenty, ale wierzę głęboko, że tam po drugiej stronie jest Im teraz lepiej…

Na ostatnim szkoleniu w ramach „Dobrych Praktyk Wolontariatu Hospicyjnego” usłyszałam piękne zdanie, które idealnie oddaje jedną z idei wolontariatu: „NIE MOGĘ DOŁOŻYĆ DNI DO TWOJEGO ŻYCIA, ALE MOGĘ DOŁOŻYĆ ŻYCIA DO RESZTY TWOICH DNI”… i taki mam właśnie cel.

Jeśli są osoby, które myślały o wolontariacie, ale z różnych powodów nie zdobyły się jeszcze, żeby przyjść, serdecznie zachęcam. Spróbuj, może tak jak ja, nie będziesz sobie wyobrażać tygodnia bez wizyty przy ul. Grunwaldzkiej.